15.3.10

bajando el ritmo / zwolnienie rytmu

rocío, la hermana de Ulises nos prepara pollo con arroz, el plato nacional junto con el arroz con pollo

el tráfico es terrible en Lima; los turnos de trabajo muy largos; el pobre conductor a mi lado hizo el esfuerzo leyendo el periódico, pero cayó... recuperó su posición 'al toque' de un bocinazo

cepillado de dientes en casa de Ulises
Ulises en su casa; siempre a medio construir pero donde las cosas más sencillas tienen su función y sentido

vista desde el tejado de casa de Ulises

Lima

13 de marzo
dejamos Lima y con ella un poco del miedo acumulado en estos primeros días.
después pasar la noche en el autobús, a las 7 de la mañana trujillo, la segunda ciudad del perú, nos recibe despertándose; a falta de trabajo los oficios se inventan: gente que se juega la vida vendiendo cachivaches entre el tráfico incesante,vendedores que parecen predicadores que suben al autobús a vender blanqueador de dientes, locutorios móviles, donde pagas por llamar desde un móbil; gente vendiendo por cualquier parte gelatinas, helados, dulces y todos los cachivaches imaginables; braseros con anticuchos (corazon de vaca). Las calles se van llenando de mototaxis, colectivos, micros y autobuses; biciletas, carros bicleta para llevar cosas de lo más variado; el paso de peatones no ha llegado aqui; cruzar la carretera es un desafío cada vez.
Tengo la impresión que mucha gente aqui no puede planificar más allá del día a día.
Quizás aqui sí que viven más en el presente; pero porque la vida les obliga.

15 marzo
una familia nos recibe estos días mostrando la hospitalidad peruana.los pequeños de la casa, mateo y sebastian nos acompañan a todas partes y vamos conociendo donde ir y donde no ir pero ante todo cuales son los mejores sitios para comer.
comer se ha descubierto como un placer aqui en perú; el cevichito, pescado crudo macerado con limón y ají que recién compramos esta mañana en el mercado mayorista.
los mercados se presentan como universos aparte, donde todo se concentra y donde todo llama nuestra atención; un mundo de colores, olores, sabores; en los puestitos de brujería encontramos ranas disecadas preparadas para hacer rituales que desconocemos; una imagen de Jesús con velas quemando en medio de las paradas nos recuerda la importancia del catolicismo en esta región (porque c... no los dejaron tranquilos con sus creencias?)
(quiero aclarar que todos estos escritos son opinión mía, Cesc, y si bien Aneta ve muchas cosas de forma similar, no así en cuanto a la religión)
Moverse entre el tráfico subido a un micro se traduce en una sucesión de casas y más casas, carteles anunciando productos como Inca Kola, el refresco nacional o graffitis anunciando que Jesús es el camino de la salvación; todo eso agitado con los baches y la dura suspensión y aderezado con bocinazos constantes y la salsa que no deja de tronar en la radio;
ayer conocimos al tío Nicolas y al tío Lucho que después de compartir unas cervezas con nuestro anfitrión Rubén, soltaron un poco la lengua.
las familias aqui son mucho mas numerosas y casi todo el mundo se casa joven.
Las preguntas que nos hacen son del tipo: y ustedes están casados? y tienen bebés?
el Tio Lucho, al escuchar que yo no me quería casar le dice a Aneta:
pues mujer!! déjalo, déjalo...
Robalo en el mercado de trujillo, a punto de convertirse en ceviche, el orgullo de los peruanos; pescado cocinado en su juguito de Lima, cebolla y ají

está claro?

15 03 2010

Trzeci czy czwarty dzien w Trujillo, na polnoc od Limy. Jest to drugie co do waznosci miasto Peru. Spotkana w samolocie Doris dala nam namiar do swojej siostry Sylvi i tak sie tu znalezlismy. Szybko zaprzyjaznlismy sie z cala rodzinka: Sylwia, jej mezem Rubenem i dzieciakami: Mateo, Sebastianem i Raquel. Poznalismy tez wujkow i rodzicow Doris i w koncu spotkalismy sie z sama Doris, ktora przyjechala w rodzinne strony na wakacje na miesiac.Wczoraj zwiedzalismy z chlopakami ruiny Chan Cahn (Slonce Slonce) za miastem. Pochodza z pradawnej kultury Chimu, podbitej nastepnie prze Inka w 15stym wieku. Pomyslowe wzory na glinianych murach odwoluja sie do elementow z codziennego zycia i natury: fale morskie, ptaki i zwierzeta...rowniez motywy spirali. Slonce piecze mocno mimo calkiem silnego wiatru. A dzisiaj zwiedzamy ruiny Huaca Arco Iris z koniami morskimi i innymi ciekawymi wzorami. Tam tez poznajemy samotnie podruzujacego Francuza, Nicolasa, ktory daje nam namiary na nowe, malo znane miejsca w Peru, zwlaszcza na jedno tu na polnocy co przypomina troche Machu Pichu.
Chlopcy oprowadzaja nas tez po samym Trujillo. Wydaje sie tu duzo spokojniej niz w Limie, chociaz trzeba uwazac, jak wszedzie, na kieszonkowcow i na rozpedzone zolte taksowki, ktorych jest tu caly ocean i ktore zatrzymuja sie tylko jak wymusisz przejscie. Centrum Trujillo jest bardzo ladne. Duzy pokolonialny Plac Armii w samym centrum, przyjemne uliczki, gdzie mocno pulsuje zycie.Mozna tez tu spotkac lyse psy, ktore sa bardzo lagodne ale wygladaja dosyc przerazajaco.W kazdym razie nie chcialabym miec takiego w domu ;)Chlopcy sa bardzo zdolni. Mateo, 12 lat, bardzo oczytany, mily, wygadany, odpowiedzialny, chodzace slonce, wiecznie usmiechniety. Jego mlodszy brat Sebastian gra na gitarze i zdobywa medale w teiquando, na ktorych potem gra Mateo, imitujac perkusje, ktorej nie ma. Bardzo nam sie podoba atmosfra w rodzince, to ze rodzice maja czas dla dzieci, ze sie dobrze rozumieja i szanuja, ze sa bardzo mili i otwarci.Mieszkamy w hostelu obok, ktory prowadzi ich znajoma i ktory jest bardzo tani, ale na sniadania i obiady chodzimy do naszej rodzinki i ogolnie spedzamy z nimi duzo czasu. Wujkowie zaprosili nas do siebie bardziej w strone dzungli. Bylismy tez na sniadaniu u rodzicow Doris i wreszcie kawunia. Jak cudownie. Tu nie pije sie kawy. Zamiast tego maja roznego rodzaju napoje orzezwiajace, takie nasze kompoty owocowe. Albo inka kole, bardzo dobra, obok coca coli.Sklepy czy roznego rodzaju zaklady naprawy czy kafejki internetowe sa bardzo czesto w prywatnych domach otwartych szeroko na ulice i odgrodzonych brama przez ktora sie kupuje.Dzisiaj bylismy razem na targu kupic rybe na ceviche (danie z suropwej ryby, tzn. gotowanej w limonce), ktore zaraz przyrzadzimy razem z Sylwia (tu zawsze gotuja kobiety). Czesiek sie cieszy bo jest to super okazja do zrobienia reportazu o tutejszych potrawach. Sam targ jest wydarzeniem, jest tu doslownie wszystko: niekonczace sie stoiska z butami, ubraniami, zabawkami, atykulami papierniczymi, warzywami i owocami, ktore czesto widzimy po raz pierwszy, sa suszone owoce, czesci roznych sprzetow, ale tez stoiska magiczne z nalewkami i proszkami do rytualow, z suszonymi ropuchami dla czarownic, z wodami dajacymi seksualnie sile siedmiu mezczyzn...Od pani u ktorej kupowalismy rybe na ceviche (potrawa z ryby np. zwanej robalo ;), gotowana w limonkach) dostajemy ulotki religijnych agitatorow (jezusowych nawracaczy).Religijne wizerunki sa tu wszechobecne, nie tylko w kosciolach gdzie spotykamy naturalniej wielkosci rzezby, ale tez w autobusach, na targu, malowane na murach domow, w barach, wielkie portrety Jezusa lub Maryii. Maja tu tyle wersji Jezusow i Maryjek od wszelkich bolesci, ze Polska przy nich sie chowa. Ale spotykamy tez od czasu do czasu wizerunek naszego papieza :).Wieczorem jestesmy zaproszeni na zupe z ryby. Mam nadzieje ze smakuje lepiej niz ta z dzungli, o ktorej opowiada Cejrowski (zupka wsiekielko, obrzydliwa, chyba ze sie umiera z glodu he he).

los aficionados de Aneta; ella es pesada, insiste día a día que sus dibujos no valen nada; paciencia, algún día se dará cuenta si girá la cabeza...

leí hace poco unos poemas del cura catalán pere casaldàliga con unas fotos muy increíbles llamado 'la dignidad de los pobres'. la luz que caía por el agujero con el polvo levantado por la serradora crearon esta atmósfera

16 03 2010
Dzisiaj jestesmy jeszcze bardziej na polnoc Peru, w Huanchaco.Jest to mala miejscowosc nadmorska dla surfujacych albo sprytnych Europejczykow, ktorzy wykipuja tu tanio ziemie i zakladaja interesy. Przed chwila zaczepila nas Francuzka, ktora organizuje wyjazdy turystyczne w okolice, ale powiedzielismy jej ze nie interesuja nas takie rzeczy i ze wolimy wszystko od miejscowych, od zrodel (chociaz miejscowi czesto nie maja zbyt wiele).
Poznalismy tez inna business woman, tym razem z Peru i jest to znajoma rodzinki w Trujillo,ale zionie od niej snobizmem na kilometr. Tak to juz bywa, ze ludzie ktorzy maja mniej, czesto potrafia dawac wiecej niz ci co maja duzo.
Czesiek czyta teraz fajna ksiazke o eksploatacji Ameryki Poludniowej przez Usa i Europe(Otwarte zyly, E. Galeano, z Urugwaju). Czasem wstydze sie ze jestem Europejka, jak zdam sobie sprawe jak bardzo zyjemy pasozytujac na ludziach z tej czesci swiata, jak nasz kapitalizm i ci co maja pieniadze manipuluja nie tylko ekonomia tych krajow ale i polityka, jak ich uzalezniaja i okradaja. Dawniej bylo tu bezpieczniej, mowia miejscowi, mielismy malo ale to bylo nasze i starczalo. Teraz obcy kapital wypiera lokalny albo nie daje szansy rozwinac sie. Nierownosci spoleczne i niesprawiedliwosc, jakikolwiek bylby to kraj, zwiekszaja przestepczosc i mnoza delikwentow, ktorzy z kolei okradaja turystow z Europy. I kolo sie zamyka.Czy jest z tego jakies wyjcie?
Dzisiaj jestesmy padnieci jak zdechle muchy. To od slonca. Dla nas bialasow jest poki co zabojcze. Mamy nadzieje ze sie przyzwyczaimy

con unas cuantas cervezas, el tío Lucho quiere robarme a Aneta; le dice que esta hermosura tiene que ir Antomazá, donde abundan bellos muchachos; y que tiene que dejarme ya que no quiero casarme con ella
Rubén, el 'gordo' como lo llaman cariñosamente sus hijos nos recibe en la puerta chiquitita de su casa. sorprendentemente se mueve con rapidez en la cancha de basquet; allí, sus amigos me apodan rápidamente la anaconda. me siento un gigante patoso jugando con estos rápidos bajitos!

ruinas del chan chan, de la cultura preincaica chimú, el 'altaso y la chiquita' junto a Sebastián y Mateo

3 comentarios:

  1. remei reig- (la mare)8:25 a. m., marzo 16, 2010

    m'alegra el vostre escrit i els dibuixos i fotos, sembla que ja començeu a estar una mica mès ambientats.anims i dir-vos que sou molt valents, apart de cumplir amb el vostre somni, esteu fen una gran carrera pel vostre futur.
    os estimo.la mare

    ResponderEliminar
  2. Igual que hay que conocer a la gente y sus costumbres tambien nuestro cuerpo tiene que adaptarse ;hay que ser prudente y probar sus alimentos con sentido comun pero nunca rechazar lo que te ofrecen, asi poco a poco el cuerpo se inmuniza.
    Por lo que leo es duro, todos los principios son duros; teneis que intentar encontrar el equilibrio par disfrutar sin sufrrir demasiado, tampoco es necesario hacerlo todo segun lo previsto, o no era esta vuestra filosofia?
    Aneta, dibujas muy bien y me encanta la combinacion de fotos y dibujos.
    MOLTS PETONS

    ResponderEliminar
  3. que wai que sembla tot!
    molts anims i continueu així. li envio moltes més forces a l'Anneta perquè se que tu Cesc no en necessites tantes. Però endavant, a quanta gent li agradaria complir un somni com aquesta aventura!

    un petooooo!
    Eli

    ResponderEliminar